RAELYNN BASSETTE
ŚWIEŻO PRZEMIENIONA WAMPIRZYCA NA ZAWSZE ZAMKNIĘTA W CIELE DZIEWIĘTNASTOLATKI
Kiedyś...
Lubiła czuć promienie słońca na delikatnej skórze, mimo że do znudzenia powtarzano jej, iż wygląd był jej największą zaletą, a cera poznaczona piegami i muśnięta opalenizną obniżała jej wartość, jakby była klaczą rozpłodową przeznaczoną na sprzedaż temu, kto da więcej. Lubiła zakradać się w nocy do kuchni i podwijać rękawy utkanej niczym z pajęczej nici koszuli nocnej, by zanurzyć palce w cieście, delektując się słodkim aromatem cukru pudru unoszącego się w powietrzu, kiedy kolejne z jej wypieków studziło się na blasze przy lekko otwartym oknie. Tym samym, którym czasami wykradała się z domu, aby przebrana w chłopięce ubranie kosztować zakazanego owocu — upajającej wolności kryjącej się w grze świateł na festynach, gorzkim smaku pierwszego alkoholu na czubku języka w podrzędnej karczmie... Lubiła nosić bogato zdobione suknie z tak licznych warstw materiału, że to było wręcz niedorzeczne, ale podobało jej się, jak falowały z każdym jej krokiem, zwłaszcza podczas tańca.
Kiedyś była młoda, głupia i naiwna. Wierzyła, że nawet największe potwory mają w sobie odrobinę dobra, a ona będzie mogła zmienić świat, jeśli postara się wystarczająco mocno. Miała rodzinę, która była dla niej najważniejsza, nawet jeśli stawiali przed nią wygórowane oczekiwania, jakim nie mogła sprostać. Śmiała się głośno i ufała całą sobą, a los uwielbia łamać takie niewinne dusze.
Teraz...
Światło słoneczne jest dla niej zabójcze; zamiast piegów pojawia się ból i swąd palonej skóry. Nie ma już żadnej wartości, którą jej skandaliczne zachowanie mogłoby obniżyć, ponieważ nikt nie chciałby kupić równie uszkodzonego, nieobliczalnego towaru. W jej ustach każdy kęs jest niczym papier ścierny; tylko krew jest w stanie zaspokoić jej nigdy niegasnące pragnienie popychające ją na skraj szaleństwa, zmuszające do robienia obrzydliwych rzeczy. Nie wykrada się z domu, ponieważ nie ma już żadnego miejsca, które mogłaby nazywać w podobny sposób. To ironiczne, że kiedy wreszcie dostała tę upragnioną wolność i została zwolniona ze swoich społecznych obowiązków trzymających ją w ramach sztywnych konwenansów, nie umie się nią cieszyć ani z niej skorzystać, za bardzo obawiając się chaosu, jaki niesie ze sobą jej kompletny brak kontroli nad zwierzęcymi instynktami. Każda warstwa materiału zdaje się ją dusić, drapać do żywego, jest przeczulona i nadwrażliwa na docierające do niej bodźce.
Teraz nadal jest młoda, ale zapłaciła za swoją głupotę i naiwność. Potwory okazały się być bardziej przebiegłe i bezlitosne niż mogła przypuszczać, a świat nigdy się nie zmieni, za to z przyjemnością złamie kolejne osoby. Nie ma rodziny, w ich oczach jest zdrajczynią i monstrum, które powinno było umrzeć. Nie umie się śmiać i pragnie umrzeć, ale nie ma wystarczająco dużo samozaparcia, aby ze sobą skończyć. Chociaż... nie. Najpierw świat będzie musiał zapłacić jej za to, co jej zrobił.
